@ !  Bookmark and Share 

INNE SZUFLADY :::LWOWSKA:::PODRÓŻE:::FOTO:::ŚREDNIOWIECZE:::AUTOR!:::STARE:::PRYWATNE:::© 


<<   wstecz | dalej >>

obyczaje, cuda, przesądy
święta nepomuckie


>     GŁÓWNA STRONA NEPOMUKÓW

>     STRONA O KULCIE JANA N.

Posłuchaj: RYBA Jakub Jan: 
Chvalozpev ke
sv. Janu Nepomuckemu (1803)
- Jenon ctnost

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ze Św. Janem wiążą się liczne cuda, obyczaje i przesądy

Pierwsze z nich to oczywiście pojawienie się w nurcie Wełtawy pięciu gwiazd, które wskazały lokalizację zwłok oraz wyschnięcie rzeki wkrótce po śmierci Jana, które pozwoliło na jego łatwe wyłowienie. Prażanie i pątnicy jak ognia wystrzegali się nadepnięcia na kamień grobowy Jana z Nepomuka umieszczony w posadzce katedry -  przynosiło to zawstydzenie lub upokorzenie jeszcze tego samego dnia. Dlatego grób otoczono żelazną kratą. Kiedy w roku 1619 kalwiniści usuwali ołtarze i rzeźby z kościoła długo nie znajdował się odważny, który dotknąłby grobu czy samej kraty. Jeden z robotników powiedział: "Niech mnie Bóg broni, ja nie chcę tylko brać pieniędzy i takich rzeczy czynić, bo w ciągu mojego życia wiele razy słyszałem, że ten kto z własnej woli dotknie stopami grobu, przed końcem roku będzie przez świat wyśmiany, albo spotka go inne nieszczęście." Wreszcie kiedy znalazł się śmiałek, został cudowną mocą odrzucony od grobu i skonał w męczarniach. Przy grobie notowano liczne uzdrowienia i inne cuda, jak to głosił napis na tablicy umieszczonej na żelaznej kracie. Kurz z sarkofagu Świętego sprzedawano zaś jako lekarstwo na wszelkie choroby. Zanotowano nawet, że statki portugalskie woziły go do Indii, gdzie był ordynowany przez misjonarzy chorym jako cudowny środek.

Inne dziwy związane z grobem Świętego to epizod związany z polskim studentem jezuickiego Clementinum w Pradze, Krzysztofa Słupki, który nadepnął na kamień nagrobny, co poskutkowało okuleniem i niemożnością wejścia na konia.

W czasie procesu kanonizacyjnego przytoczono wiele przykładów cudów dokonanych za sprawą Świętego. Było to np. uratowanie rodzinnego miasta Nepomuk przed zarazą (1680), cudowne uratowanie Teresy Krebs z Brux (powód ufundowania kościoła JN), podwinięcie spódnicy małocnotliwej mieszczce (!), liczne ozdrowienia, ocalenia z topieli, choroby, oczyszczenia z pomówień i oskarżeń. Najciekawsza jest historia barona Wunschwitza, który miał być stracony z powodu zabicia pawia w paryskim parku w Luwrze, lecz na skutek modłów do Jana z Nepomuka został uwolniony. W podzięce baron ufundował najsłynniejszą, wzorcową rzeźbę Jana na praskim Moście Karola (>>) (1693). Turyści przechodzący przez most Karola "na szczęście" dotykają sylwetki Św. Jana, tak, że brąz jest wypolerowany do połysku. Ta tradycja wzięła się stąd, że mieszkańcy Pragi idąc do spowiedzi jedynym wówczas mostem praskim do któregoś z kościołów po drugiej stronie Wełtawy, przechodząc obok, dotykali Jana, by pomógł się im dobrze wyspowiadać.

Nad grobem Świętego w praskiej katedrze ze sklepienia zwiesza się złota korona, a z niej z kolei srebrne lampy. Wiąże się z nimi legenda, jakoby była wśród nich jeszcze jedna, złota. Złotnik, który ja wykonał popadł w biedę i prosił Jana N. o pomoc. Ten ukazał się zagrożonemu więzieniem złotnikowi i pozwolił mu zabrać złota lampę z grobu. Ten wzbraniał się, ale lampa sama obniżyła się tak, aby mógł ją wziąć w ręce. Wziął zatem, a na jej miejsce w cudowny sposób pojawiła się nowa. wykonał z niej precjoza, sprzedał je i spłacił wierzycieli. Potem wzbogacił się i oddał lampę jeszcze piękniejszą. A wtedy lampa "tymczasowa" zniknęła.

W serialu "Boża Podszewka" (odcinek 9) jest scena czuwania przy zwłokach starego Jurewicza, gdzie płaczki intonują pieśń "Witaj Janie z Bolesławem, masz się stawić przed Wacławem...". Akcja dzieje się w okolicach Lidy w roku 1929. To rzadka wiadomość o zastosowaniu kultu JN do ceremonii funeralnych.

W Polsce najczęściej spotykaną legendą jest ta o cudownym przypłynięciu figury (często kamiennej!) w miejsce gdzie św. Jan chciał mieć swoją statuę (np. Burakowo k. Łomianek i Gołąb nad Wisłą, Wesołów koło Zakliczyna). Jana winiło się za długotrwałą suszę lub ulewne deszcze i często karało zanurzaniem w wodzie figurki zdjętej z kapliczki. W Szalowej koło Gorlic na przykład, na uroczystość Świętego Jana przypadającą 16 maja, po mszy wierni nabierali do flaszek wodę, w której zanurzano figurę, przypisując jej własności lecznicze i zapobiegające burzom. W wigilię święta figura odbywała rytualną podróż łodzią po stawie. Grała orkiestra parafialna a ludzie śpiewali hymn "Witaj, Janie z Bolesławia". Inny hymn, w języku niemieckim, można przeczytać tutaj. Zobacz całą kolekcję różnego rodzaju utworów związanych z Nepomukiem (>>)

W Biłgoraju pod figurą  Jana N. ludzie żegnali wyruszających w świat sitarzy i witali ich powrót do domu.

Franciszek Kotula ("Po Pogórzu Rzeszowskim błądząc", Kraków 1974) pisał o obrzędzie odprawianym w Szalowej koło Gorlic (dawne województwo krakowskie >>): "W uroczystości św. Jana Nepomucena (16 maja) po mszy odprawianej przy tym ołtarzu, po pocałowaniu relikwii świętego (>>), przy śpiewie »Witaj, Janie z Bolesława«, co nie jest przewidziane w żadnym rytuale liturgicznym, relikwiarz św. Jana zanurza się nieco w wodzie, którą ludzie rozbierają do celów leczniczych i przeciw nadchodzącym burzom (...) Do niedawna w wigilię św. Jana wieczorem schodziła się cała ludność z Szalowej z orkiestrą parafialną, wyjmowano figurę św. Jana, stojącą w kapliczce nad stawem, wkładano ją do łodzi w postawie stojącej, w łodzi sadowiła się też orkiestra. Na brzegach stawu palono liczne ogniska. Łódź z figurą i orkiestrą płynęła po stawie, orkiestra grała pieśni, a ludzie stojący na brzegach, na przemian z orkiestrą, śpiewali pieśni o św. Janie: »Witaj, Janie z Bolesława« i »Szczęśliwe Czechy«. Na końcu figurę z powrotem umieszczono w kapliczce (...)".

" ... przed każdym wielkim świętem (...) 40 dni poszczono (...). Nadto suchedni, krzyżowe dni, wilie obchodzono i przyjęte dobrowolnie do Serca Jezusowego, N. Panny Bolesnej, S. Antoniego , S. Jana Nepomucena (...) 5, 7 albo 9 dni postu , po 1 w każdym tygodniu poprzedzającym" - pisał Łukasz Gołębiowski około roku 1830.

W albumie "Turki. Straże grobowe Polski południowo-wschodniej 1998-1999" (J. i I. Witowicz, Stalowa Wola 2000) zamieszczono opis obrzędu "Emaus" z Wielopola Skrzyńskiego (gm. Wielopole Skrzyńskie, pow. Ropczyce-Sędziszów, ) dawne województwo sandomierskie (>>). Jest tam kamienna polichromowana figura JN, która corocznie jest świadkiem chodzenia mieszkańców z bębnem w okresie Wielkiego Tygodnia. Od północy zwołuje się mieszkańców na rezurekcję, a Wielką Niedzielę po południu - na modlitwę za zmarłych. Obrzęd zaczyna się pod figurą św. Jana Nepomucena od śpiewania pieśni wielkanocnych i do św. Rozalii - patronki od morowego powietrza.

Przykład typowej legendy związanej z Janem Nepomucenem pochodzi z Woli Wodyńskiej koło Stoczka Łukowskiego (Mazowsze >>, dziś woj. lubelskie). Droga do Woli Wodyńskiej była błotna, grząska i dlatego zbudowano drewniany most. Wkrótce okazało się, że pod mostem coś w nocy straszy. Ludzie bali się przez most przechodzić. Szczególnie kobiety i dzieci. Ówczesne lata były bardzo mokre. Ulewne deszcze powodowały, iż Witka wylewała na ogródki, gospodarstwa i pola. Wtedy rolnicy modlili się gorliwie do Św. Jana.  Aby odwrócić klęski postawiono kapliczkę z rzeźbą Św. Jana. Od tego czasu ustały powodzie, a most był miejscem bezpiecznym - już nigdy nic nie straszyło (wg relacji p. A. Szostka).

Inna legenda pochodzi z Łysej Góry koło Łańcuta (d. woj. ruskie >>). Posąg świętego postawiono tam, bo miejsce cieszyło się złą sławą, ponadto w pobliżu płynie rzeka Sawa. Pewnego razu szły tamtędy dwie młode dziewczyny, Kasia i Jagienka, a że wracały z lasu, gdzie zbierały jagody, postanowiły odpocząć przy kapliczce otoczonej drzewami, bo skwar dokuczał im okrutnie, a to było na owej drodze jedyne miejsce, gdzie można było odpocząć w cieniu. Posąg świętego, wykonany w drewna lipowego, był prawie naturalnej wielkości, i dziewczętom się zdawało, że Jan przenikliwie na nie patrzy. Wpadły więc na pomysł, żeby mu zamalować oczy sokiem z jagód, a ostatecznie zatarły nawet bladą twarz świątka. Zadowolone z psoty poszły po chwili dalej nie odmówiwszy choćby krótkiej modlitwy, tak oto pogardę dla świętej rzeczy okazując. Kiedy obie znalazły się w Albigowej, w pobliżu swych chat, dostrzegły, że otacza je dziwna mgła, a one coraz gorzej widzą. Wnet przestały widzieć zupełnie. Nie chciały się przyznać do swego niecnego postępku, ale w końcu z żalem wyznały go na spowiedzi. Ksiądz doradził, by przeprosić świętego i odbyć pielgrzymkę pokutną do figury Jana. Tak też uczyniły. Poszły z rodzinami i sąsiadami, modląc się i śpiewając pieśni. Kiedy dochodziły na miejsce , powoli rozjaśniało się przed ich oczyma i oto pod figurą wzrok na nowo obie odzyskały. Twarz Jana była taka jak dawniej, a wszelkie ślady po soku z jagód znikły.

Trwałość kultu najlepiej obrazuje historia z Pawłowic koło Ząbkowic Śląskich, która miała miejsce w latach dwudziestych XX wieku. Plagą wsi były częste gradobicia, którym zapobiegło dopiero ustawienie figury Nepomuka w ogrodzie domu nr 3. W całej południowej Polsce żywy był zwyczaj, że zabranie do domu wody płynącej pod figurą ma zapobiegać uderzeniom piorunów w dach.

Przy kapliczkach odbywają się nabożeństwa majowe, choć zwyczaj ten niestety zanika. W pobliżu kapliczki urządzano też obchody nocy świętojańskiej. Na przykład w Głogowie Małopolskim (d. woj. sandomierskie >>) chłopcy zbierali z cmentarza zeschłe wieńce jodłowe i zapalali ognisko, śpiewano pieśni o św. Janie, skakano przez ogień i rzucano w górę płonące pochodnie. Około 2 km od Szklar (d. woj. ruskie >>) znajduje się kapliczka zwana „U Jana”. Przed powstaniem kapliczki na tutejszej górze odbywało się palenie sobótek – obrzęd, który wrósł głęboko w tradycje ludu. Na tej postawie F. Kotula stwierdził, iż było to miejsce przedchrześcijańskiego kultu. Od momentu wystawienia kapliczki obrzędy odprawiano ku czci św. Jana Nepomucena. Z miejscem tym związany był również zwyczaj oprowadzania bydła dookoła kapliczki, które prowadzono na sprzedaż z Jaślisk do Rymanowa. Handlujący na targu sprzedawca zachwalając swój towar informował, że oprowadził zwierzę wokół figury św. Jana. Miało to być gwarancją, że jest ono naprawdę dobre. Oczywiście mylono i łączono Jana Nepomucena z innymi świętymi tego imienia: w noc świętojańską na Podkarpaciu jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku skakano przy kapliczkach przez ogniska z wyschniętych cmentarnych wieńców. Według "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" (Tom V, strona 348) nawet protestanccy Litwini w dzień św. Jana Nepomucena dawał sobie święcić ziele świętojańskie, któremu [przypisywał cudowną moc.

Fragment artykuł Katarzyny Ignas p.t. "Kult św. Jana Nepomucena we wsiach obecnej gminy Iwierzyce" wskazuje na kolejny element kultu Jana N. Od siebie dodam, że  całkiem współczesną nieco podobną interwencję JN opisuje Brat Wirtualny Richard B., który zagubiony szukał noclegu w Czechach. Oto artykuł:
Mieszkający w Sielcu w latach 1840-1863 Franciszek Ksawery Prek, w przypiskach do swojego pamiętnika (wydanego w roku 1959 pt. „Czasy i ludzie”), pod hasłem „Sędziszów” przytacza następującą legendę związaną z figurami św. Jana Nepomucena. "Uwagę podróżującego zwraca mnóstwo posągów kamiennych św. Jana Nepomucena wyobrażających, w okolicy Sędziszowa stojących. Ustne podanie głosi, że Potocki właściciel dóbr sędziszowskich, podróżując po Europie, przybywszy do Pragi Czeskiej, wyczerpał swoją kasę i nie miał na powrót. Wszedł do katedry praskiej i zaczął się modlić. Wtedy podszedł do niego kapłan nieznajomy, pożyczył mu 100 czerwonych złotych i polecił odesłać pod adresem księdza Jana. Po powrocie, Potocki odesłał pieniądze, które wkrótce wróciły do niego, bo w całej Pradze nie było księdza o takim imieniu. Potocki tedy padł na tę myśl, że tym wierzycielem jego, jest św. Jan Nepomucen, na którego cześć tyle posągów kamiennych powystawiać kazał." Próbując doszukać się ziarnka prawdy w legendzie, należy wziąć pod uwagę dwóch Potockich. Pierwszy z nich to Michał Potocki, wojewoda wołyński, od 1702 r. dziedzic Sędziszowa, później również Będziemyśla, Klęczan, Krzywej i Księżomostu. Znany był z szerokiej działalności fundacyjnej i dewocyjnej; jego najsłynniejszym dokonaniem była fundacja klasztoru kapucynów w Sędziszowie w roku 1739. Drugim Potockim, który może być uważany za bohatera legendy, jest syn Michała – Piotr. Od 1766 roku jego własność stanowiły wsie: Olchowa, Sielec, Nockowa i Wiśniowa. W trzech ostatnich zachowały się do dzisiaj figury św. Jana Nepomucena.

Zobacz też zwyczaje i obrzędy związane z kapliczkami opisywane przez T. Seweryna (>>)

Dla ochrony przed złymi mocami wykonywano i noszono również amulety nepomuckie przedstawiające języka Jana N. Znam jeden taki obiekt wykonany prawdopodobnie w Schwäbisch Gmünd (Niemcy >>) w latach 1830-1850, a przechowywany w Londynie (Anglia >>) w Victoria & Albert Museum, w sali 91. Wymiary to 4.1x2.2x0.7 cm. Język wykonano z wosku, oprawa to srebrny filigran i szkiełko.

 

 

 




Procesje

W wigilię dnia św. Jana, czyli 15 maja każdego roku, odbywa się w Pradze (>>) uroczysta procesja, której szlak wiedzie z katedry św. Wita, przez Most Karola aż do kościoła sv. Františka u Křižovníků. Biorą w niej udział wikariusz generalny, arcybiskup praski i nuncjusz apostolski. Wikariusz niesie relikwiarz ze szczątkami Języka Jana N. Wzorem  praskiej (>>) katedry Św. Wita procesje takie organizuje się w wielu ośrodkach kultu Jana N.


  Wodne Procesje  

Unikalną formułą są Wodne Procesje w wigilię jego święta, czyli spławianie figury św. Jana Nepomucena, często przedstawiającą martwego Świętego, w łodzi po rzece lub stawie. Nierzadko towarzyszy temu okolicznościowa muzyka, śpiewanie hymnów.

Wzorem jest znów Praga, która od roku 1715 aż do dziś organizuje święto nazywane Navalis. Biorą w nim udział nawet gondole przysłane z Wenecji. Zawsze obecna jest muzyka, strzelały też działa umieszczone na brzegach i na wyspach Wełtawy. W roku 1743 Navalis zaszczyciła cesarzowa Maria Teresa. Po reformach józefińskich w końcu XVIII wieku Navalis nie odbywały się przez kilka lat, ale juz w początkach wieku XIX powrócono do tego zwyczaju. Najhuczniej obchodzono je w roku 1843, na pamiątkę 100-lecia kanonizacji Jana. Druga, znacznie dłuższa przerwa to lata sekularyzacji w końcu XIX i przez cały wiek XX. W roku 2009 wodne procesje Navalis zostały wznowione. Zobacz program (>>) Navalis 2010, plakat (>>) oraz wydany na tę okazję śpiewnik ze starymi pieśniami nepomuckimi (>>) nadesłane przez VM w formacie pdf.

Ślady tego obyczaju, niestety już martwego, odnaleźliśmy w Gorzanowie w Hrabstwie Kłodzkim na Dolnym Śląsku (>>). Jest tam drewniana figura Św. Jana przedstawionego jako zmarłego. W dniu świętego 16 maja figurę kładziono na strojnej łodzi i spławiano w dół rzeki. Za Janem płynęły liczne łodzie mieszkańców, a na brzegach stali parafianie sypiąc kwiaty na tę wodną procesję. Śpiewano oczywiście nepomuckie pieśni. Rytuał zanikł razem z wyjazdem Niemców z Ziemi Kłodzkiej i trudno będzie go wskrzesić, choćby z powodu wybudowanej po wojnie tamy na rzece (zobacz więcej na temat tego obrzędu w Gorzanowie >>).

W nieodległych Wambierzycach (Hrabstwo Kłodzkie >>) również odbywał się podobny obrzęd. w książce Joanny Lamparskiej "Sudety Środkowe po obu stronach granicy. Przewodnik inny niż wszystkie"  (Część 2, ASIA-PRESS s.c., Wrocław 2003) zdjęcie takiej wodnej procesji. Widać na nim tłum odświętnie odzianych ludzi stojących i siedzących nad rzeczką czy kanałem, stoją również na mostku noszącym imię świętego Jana przerzuconym nad nim. Na środku przęsła stoi, ozdobiona girlandami kwiecia opleciony i na słupach, figura JN. Na wodzie widać jakiś obiekt - można przypuszczać że jest to łódź - a na niej rzeźbę martwego Jana. Brzegi rzeczki udekorowano świeżymi gałęziami, nad samym lustrem wody widać prawdopodobnie lampki, które wkrótce oświetlą uroczystość, a mostek ozdobiono aniołami i kwiatami. Na dole zdjęcia umieszczono napis "St. Johann von Nepomuk". Inne zdjęcie umieszczone na przedwojennej pocztówce powtarza ten sam schemat i dowodzi ciągłości zwyczaju. Dodatkowa dekorację stanowią umocowane do mostka anioły unoszące się nad wodą oraz plateau z główkami anielskimi. Również figura na moście jest odświętnie przystrojona.

Tradycja ta zanikła wraz z opuszczeniem tych terenów przez ludność niemiecką i polskich Ślązaków po 1945 roku. Nikt nie znał już słów pieśni, a i na rzece postawiono tamę...

Z tym wiąże się jeden z aspektów uroczystości odbywanych w Pradze w dniu Naszego Ulubionego Świętego (16 maja). Oprócz Wodnej Procesji (zobacz wyżej) ma tu miejsce uroczysta prezentacja wiernym relikwii języka św. Jana w trakcie procesji z katedry na Most Karola.
 


 


 

Święto Pokazania Języka

W roku 1719, podczas ekshumacji ciała Świętego okazało się, że język Jana pozostał nienaruszony mimo upływu 326 lat. Kojarzyło się to z dochowaniem tajemnicy spowiedzi przez kanonika Jana. Stąd wziął się specyficzny "kult języka" i jego liczne przedstawienia. Często płaskorzeźby typu "język na chmurkach" wywołują całkiem inne skojarzenia, zobaczcie sami.

Na przełomie XIX i XX wieku na fali demaskatorskich zapędów twierdzono, że Królowa nie miała spowiednika Jana z Pomuka, a postać przyszłego świętego została w całości wymyślona. Któryś z praskich rzeźników dostarczał co roku język krowi i to on był obiektem modłów 16 maja. Dopiero w roku 1973 ustalono, że strzęp materii organicznej znaleziony w pogruchotanej czaszce Jana w grobie w katedrze na Hradczanach był kawałkiem mózgu, a nie językiem. Nauka notuje przypadki zachowania w sprzyjających warunkach tkanki mózgowej przez kilkaset lat.

16 czy 21 maja?

W Polsce wspomnienie świętego Jana obchodzi się 21 maja, gdyż 16 maja zarezerwowano dla Andrzeja Boboli.
 

 
STRONA O KULCIE JN >>  

<<   wstecz | dalej >> 


  Źródła>>
^