@ !  Bookmark and Share 

INNE SZUFLADY :::LWOWSKA:::PODRÓŻE:::FOTO:::ŚREDNIOWIECZE:::AUTOR!:::STARE:::PRYWATNE:::© 


<<   wstecz | dalej >>
In honorem Sancti Ioannis Nepomuceni


>     GŁÓWNA STRONA NEPOMUKÓW
>>   NEPOMUKI PRASKIE
>>   NEPOMUKI POMORSKIE
>>   KULT JANA NEPOMUCENA

  Posłuchaj: RYBA Jakub Jan: Chvalozpev ke
sv. Janu Nepomuckemu (1803)
- Patrone nas

 

Ryszard Mączyński

"In honorem Sancti Ioannis Nepomuceni"

polskie wota dla katedry św. Wita w Pradze
(Kronika Zamkowa 51-52/2006, streszczenie za www.zamek-krolewski.pl)

Fenomen popularności św. Jana Nepomucena zaświadczony jest niezliczonymi "Nepomukami" w kapliczkach rozsianych przy drogach niemal całej katolickiej Europy. Szczególne jednak odzwierciedlenie znalazł w samym centrum owego kultu, w katedrze św. Wita w Pradze, gdzie zostały złożone cielesne jego szczątki i w 1736 r. wystawiona okazała konfesja, ze srebrnym sarkofagiem zwieńczonym figurą patrona. Tam właśnie składano wota dedykowane św. Janowi Nepomucenowi, pochodzące nie tylko z terenu Czech, lecz także z wielu innych krajów, w tym - nader liczne - z Rzeczypospolitej. Nigdy dotąd nie stały się one przedmiotem wnikliwych badań. Na pogłębioną refleksję zasługuje zwłaszcza złoty kielich, którego donacja miała nie tylko religijne motywy, lecz także wyrażała ideę braterstwa polskiego i czeskiego narodu, wynikającego ze słowiańskiego rodowodu, opartego na wzajemnym poszanowaniu i umacnianego przez wspólnych patronów.

Pierwsze polskie wotum zostało odnotowane w archiwaliach praskiej katedry w 1718 r., zatem jeszcze przed oficjalnym zatwierdzeniem czci Jana Nepomucena przez Stolicę Apostolską. Jednak przez ponad dekadę pozostało zjawiskiem odosobnionym, gdyż ani dokonana w 1721 r. beatyfikacja czeskiego patrona, ani rzymskie zezwolenie na obchodzenie uroczystości ku jego czci w Rzeczypospolitej z roku 1723, nie wpłynęły w jakiś wyraźny sposób na pomnożenie pobożnych ofiar. Punktem zwrotnym stał się dopiero akt kanonizacji ogłoszony przez papieża Benedykta XIII w 1729 r. Zdecydowana większość darów z Polski przypadła właśnie na lata 30. XVIII w. Składane przy ołtarzu-grobie św. Jana Nepomucena miały użytkowy charakter: naczyń lub paramentów mogących służyć do sprawowania uroczystej liturgii. Donatorami bywali monarchowie, magnateria, średnia szlachta, a nawet przedstawiciele patrycjatu.

Do obecnych czasów zachowały się (i w przeciwieństwie do tkanin są możliwe do identyfikacji) trzy kielichy z patenami. Dwa z nich stanowiły dar Franciszka Mikołaja Dyzmy Zaleskiego, cystersa, opata oliwskiego, zaświadczając jego wielki indywidualny kult dla św. Jana Nepomucena. Oba kielichy są srebrne. Pierwszy pochodzi z 1718, drugi - 1735 r. Ich porównanie pod względem wartości artystycznej każe wyróżnić ów starszy.

Także programy treściowe okazują się zróżnicowane, choć w obu powtarza się wizerunek świętego patrona, któremu były dedykowane, inskrypcja ujawniająca datę, intencje i osobę ofiarodawcy, a także jego herb: Godziemba. Punca pozwala starszy z kielichów zidentyfikować jako pracę złotnika praskiego Michala Josefa Koksela (1690-1747). Młodsze - ma puncę nieczytelną, pewne wszakże przesłanki pozwalają domniemywać, iż powstał w nieodległym od ówczesnego miejsca urzędowania opata, a silnym jako ośrodek złotniczy - Gdańsku.

Prawdziwą ozdobę skarbca katedry św. Wita w Pradze stanowi - wykonany z 14 karatowego złota - kielich zwany "polskim". Jego stopa o wykroju sześciobocznym, zbliżonym do okręgu, u podstawy obwiedziona jest profilowaniem, wyżej zaś rozczłonkowana antytetycznie zestawionymi wolutami na trzy pola, w których osadzono emaliowane apliki z przedstawieniami św. św. Kazimierza i Stanisława Kostki oraz kartusza z herbem. Trzon trójboczny, ujęty został na narożach wolutami, a wazonowy modus ozdobiony motywem winnego grona. Czaszę osadzono w koszyczku, który analogicznie jak stopa podzielony jest wolutami na trzy pola dekorowane malowanymi płytkami z wyobrażeniami św. św. Wacława, Wojciecha i Jana Nepomucena. Dzieło wzbogacają szlachetne kamienie - granaty (66 sztuk) i diamenty (138 sztuk) sadzone między wolutami oraz wokół aplik.

Zabytek ów do literatury przedmiotu wprowadzili na przełomie XIX i XX w. Edvard Sittler i Antonin Podlaha. Ustalenia przez nich poczynione obowiązują do dziś, gdyż późniejsze wzmianki w katalogach wystaw lub popularnych przewodnikach nie wniosły w zasadzie już nic nowego. Brak punc nie pozwolił na określenie autorstwa, nie podjęto też rozważań nad programem treściowym kielicha. Wiedza historyczna sprowadza się jedynie do wskazania osoby fundatora oraz daty donacji: "kielich ten - stwierdzał Podlaha - ofiarowała w roku 1768 małżonka polskiego króla Stanisława Leszczyńskiego, Katarzyna Opalińska". Lecz nawet ta, oparta na przekazie źródłowym, konstatacja wymaga istotnych sprostowań.
Tytuł "polskiego króla" przysługiwał Stanisławowi Leszczyńskiemu wyłącznie in nomine, gdyż de facto sprawował on władzę jedynie w Księstwach Lotaryngii i Baru. Dwukrotnie kandydował do polskiego tronu i dwukrotnie został wybrany - po raz pierwszy w 1704, po raz wtóry w 1733 r. - nie miał jednak okazji, by w Rzeczypospolitej rozwinąć swe panowanie. Próby wielkiej politycznej kariery zaważyły na losach jego małżonki - Katarzyny z Opalińskich (1680-1747). Po pierwszej elekcji została wraz z mężem koronowana w 1705 r. Gwałtowność wydarzeń militarno-politycznych sprawiła, że już w 1708 r. zmuszona była opuścić Polskę - jak się okazało - na zawsze. Przebywała w Skanii, w Nadrenii, Alzacji, wreszcie od 1725 r. we Francji, by w roku 1737 osiąść w Lunéville. Pozostając w cieniu męża niejednokrotnie próbowała uczestniczyć w jego działaniach dyplomatycznych. Do końca życia swą korespondencję podpisywała: "Catherine Reine de Pologne".

Ufundowanie kielicha przez Leszczyńską potwierdzają archiwalia katedry praskiej. W inwentarzu z 1768r. pojawił się zapis: "Kielich złoty, ozdobiony wizerunkami szmelcowanymi i herbem pobożnej królowej polskiej, Stanisława małżonki, od tejże testamentem św. Janowi Nepomucenowi legowany". Uwagę zwraca fakt, iż nie ma tu wcale mowy o przekazaniu kielicha przez Leszczyńską, a rok 1768 jest wyłącznie datą sporządzenia inwentarza. Z noty wynika też, że donacja stanowiła skutek ostatniej woli "królowej polskiej", nie żyjącej już wtedy od 20 lat. Natomiast w inwentarzu wcześniejszym z 1740r. znalazł się, omal identyczny w treści, dopisek na temat "polskiego kielicha", opatrzony datą 1747. Znaczenie noty jest niezwykle ważne, gdyż dowodzi, że dar wpłynął do katedry w Pradze w 1747r. Zarazem jest to data roczna wykonania kielicha, z pewnością bowiem został zamówiony dopiero po śmieci Leszczyńskiej przez egzekutorów jej testamentu.

Osobę fundatorki określa pięciopolowy herb umieszczony na jednej z emaliowanych aplikacji. Nie ma on wszakże nic wspólnego z rodem "książąt Czartoryskich", jak błędnie utrzymuje czeska literatura, choć rzeczywiście pojawia się tu znak Pogoni. Ale układ i kontekst, w jakim występuje ów konny rycerz stanowiący godło, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Dwukrotne powtórzenie Pogoni, zestawionej z dwukrotnie powtórzonym Orłem było obowiązującym herbem Rzeczypospolitej, jako połączonych zawartą unią Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. W piątym polu, zastrzeżonym na herb aktualnego władcy, umieszczono herb Łodzia, którym pieczętowali się Opalińscy. Tarcza herbowa znalazła się pod zamkniętą, monarszą koroną. Sądząc ze sposobu opracowania herbu Leszczyńska pragnęła upamiętnić się jako prawowita, koronowana królowa Rzeczypospolitej, a zarazem podkreślić - poprzez herb własny (a nie mężowski Rawicz) - indywidualny charakter fundacji.

Kryje jednak ów herb pewne osobliwości, których dotychczas zupełnie nie dostrzeżono. Dotyczą one nieprawidłowo zastosowanych barw. Pierwsze wykroczenie to sposób opracowania herbu Łodzia, gdzie pole winno być czerwone a godło żółte. Tu godło jest zgodne z tradycją, ale pole pozostaje białe. Taki układ stanowił nie tylko odstępstwo od zasad przedstawiania herbu Opalińskich, ale też od obowiązującej reguły alternacji zabraniającej kładzenia "metalu na metal", w tym przypadku złota na srebro.

Poważniejszy błąd pojawił się jednak w herbie Rzeczypospolitej, gdzie na czerwonym polu zarówno Orzeł, jak też Pogoń winny być białe, tu zaś skontrastowano białą Pogoń z czarnym Orłem. Twórca wizerunku bardziej aniżeli heraldycznymi kierował się względami estetycznymi, wprowadził kolorystyczne zróżnicowanie tam, gdzie go być nie powinno. Jednak ów herb właśnie stanowić może klucz do określenia środowiska, w którym "polski kielich" został wykonany.

Obserwacje te pozwalają bowiem na następujące wnioski: pierwszy - artyści musieli sporządzać go na podstawie dość zdawkowych dyspozycji, drugi - nie przeprowadzono powykonawczej weryfikacji dzieła, trzeci - z pewnością nie byli to artyści polscy, gdyż obowiązująca kolorystyka herbów byłaby dla nich oczywista. Stąd zaś wywieść można konstatację, że kielich nie mógł powstać w Lunéville, gdyż spolonizowany dwór Stanisława Leszczyńskiego nie dopuściłby do pojawienia się tak rażących błędów; nie do pomyślenia jest także, aby został zamówiony w Polsce. Natomiast zamiana Orła białego na czarnego zdaje się wskazywać na środowisko artystów niemieckich, austriackich czy czeskich, nawykłych do takiej właśnie postaci tego godła, jako znaku cesarskiego. Casus starszego z kielichów ofiarowanych przez Zaleskiego dowodzi, że zamyślając o złotniczym darze do grobu św. Jana Nepomucena, zlecano niekiedy jego wykonanie rzemieślnikom w miejscu przeznaczenia wotum - w Pradze.
Baczniejszą uwagę w tym wypadku należałoby zwrócić na osobę Ka?para Gschwandtnera (1708-1765), jednego z najznakomitszych złotników działających w stolicy Czech około połowy XVIII w. Trafił tam z Wiednia jako pomocnik Johanna Josepha Würtha, wykonawcy srebrnej nastawy konfesji św. Jana Nepomucena. Zasłynął wspaniałymi monstrancjami przeznaczanymi do świątyń, tak zakonnych: krzyżowców z czerwoną gwiazdą (1754) czy urszulanek (1761) w Pradze, jak też parafialnych w miejscowościach: Dobrá Voda (1750), Zbečno (1751), Liblín (1753). Do najokazalszych jego dzieł należy dekoracja złotnicza ołtarza głównego w kościele na Świętej Górze koło Příbram (1758-1759). Reprezentatywny przykład stylistyki prac Gschwandtnera może stanowić pochodząca z około 1750r. srebrna puszka z kościoła franciszkanów na Nowym Mieście praskim.

Między srebrną puszką a złotym kielichem zachodzi wiele wyraźnych analogii: począwszy od samych zasad kompozycyjnych (kształty poszczególnych członów oraz dzielenie ich powierzchni wolutami), poprzez stałe powtarzanie takich samych elementów (pierzaste muszle, winne grona, motywy ceowe, dekoracyjne kratki), po manierę wreszcie technicznego sposobu opracowania, czy to faktury (różnicowanie partii matowych i polerowanych), czy to detali (rodzaj oprawy kamieni), nie wspominając już o użyciu malowanych emalii. Identyczne jest - wynikające nie tylko z bliskiego czasu powstania obu prac złotniczych - przełamywanie się ornamentyki regencyjnej i rokokowej sprawiające, że wypada je określić jako wczesnorokokowe, silnie jeszcze skrępowane zasadą symetrii. Przesłanki artystyczne zdają się więc wskazywać, że wykonawcą anonimowego dotąd "kielicha polskiego" z katedry św. Wita w Pradze był praski złotnik Ka?par Gschwandtner.

Przypuszczalnie jednak kielich nie stanowił dzieła wyłącznie praskiego, wątpliwość dotyczy emalii. Św. Kazimierz został przedstawiony jako szlachcic ubrany w żupan, przewiązany szerokim pasem, na ramionach mający delię. Podkreślona polskość stroju nie powinna wszakże mylić, gdyż taki sposób wyobrażania tego świętego wcale nie był typowy dla polskiej tradycji ikonograficznej. Tę trwale wyznaczył drzeworyt w wydanym w 1521r. dziele biskupa Zaccaria Ferreriego. Św. Kazimierz ukazany został tam w płaszczu podbitym gronostajowym futrem, na głowie miał książęcą mitrę, w jednej ręce trzymał lilie - znak swej niewinności, w drugiej różaniec - dowód swej pobożności. Owa konwencja (mimo późniejszych drobnych modyfikacji) okazała się obowiązująca, toteż podkreślanie książęcego pochodzenia stanowiło cechę charakterystyczną polskich wizerunków św. Kazimierza.

Wzorem dla autora emalii najpewniej stała się akwatinta, wykonana w 1717r. w kręgu artystycznym Górnej Austrii. Widniejący na niej św. Kazimierz jest analogicznie upozowany w charakterystycznym przyklęku na obłokach (tyle tylko, że w lustrzanym odbiciu). Różnice są drobne: modyfikacji uległ gest lewej ręki, zmienił się nieco zwrot głowy, w obrębie stroju znikły: kwiecisty wzór żupana i gronostajowe futro podbicia. Spośród bogatego otoczenia, jakie towarzyszyło królewiczowi na rycinie, pozostały tylko lilia ułożona na obłoku i wieniec laurowy a la nimb ponad głową. Inne podobizny świętych na kielichu także można wywieść z dorzecza górnego Dunaju. Niewykluczone więc, że apliki powstały w tym właśnie regionie, wielokrotnie bowiem - już od schyłku XVII w. - bywało poświadczane sprowadzanie do Pragi tego rodzaju emalii z Bawarii.

Program ideowy specjalnie na zamówienie monarsze realizowanego i przeznaczanego na prestiżowy dar dzieła nie mógł być sprawą przypadku. Dobór świętych - na czaszy Jan Nepomucen, Wojciech i Wacław, na stopie Stanisław Kostka i Kazimierz - wydaje się jednoznaczny, zaprezentowano patronów narodu czeskiego lub polskiego, a niekiedy obu nacji jednocześnie. Trudności wszakże powstają przy próbie głębszego nieco objaśnienia przekazu treściowego, gdyż zawodzą wszystkie typowe klucze interpretacyjne.

Zastanawia również, że nie próbowano w jakiś sposób wyróżnić adresata daru św. Jana Nepomucena (choćby odmienną konwencją kompozycyjną). Zadziwia też zestawienie w parę św. Stanisława Kostki i św. Kazimierza, którzy choć należeli do orędowników Rzeczypospolitej, to wcale nie byli ich najbardziej reprezentatywnymi przedstawicielami.

Pierwszoplanową rolę pośród wyobrażeń niebiańskich wspomożycieli na "polskim kielichu" przypisano - jak się zdaje - św. Wojciechowi. Sama jego biografia sprawiła, że stał się szczególnie czczonym patronem tak Czech, jak i Polski. Jest wszakże nie tylko patronem wspólnym obu nacji, ale i od stuleci patronem spornym. Całe ciało jego - od czasu najazdu księcia Brzetysława na Gniezno w 1038 r. - posiadała Praga. Całe ciało jego - od momentu odnalezienia w XII w. - posiadało też Gniezno. Spór o to, który naród jest właścicielem relikwii autentycznych ma swoją bogatą historię i nie wygasł do dziś. Jednakże w przypadku wotum Leszczyńskiej nie aspekt antagonizujący wydobyto, lecz przeciwnie pojednawczy. Św. Wojciech, pozostając w panteonie patronów Czech, jest jednocześnie niebiańskim patronem umieszczonego poniżej herbu Rzeczypospolitej.
Jeżeli na kielichu zaprezentowano św. Wojciecha i św. Kazimierza, to odczuwalny staje się brak św. Stanisława. Dla każdego Polaka jest bowiem oczywiste, że św. Wojciech, św. Stanisław (jeśli bez dodatkowego określenia to jest zrozumiałe, że chodzi o biskupa ze Szczepanowa) i św. Kazimierz stanowią trójcę wyjątkową. Najstarsze, jeszcze w wiekach średnich uformowane grono narodowych patronów, złożone ze św. św. Wojciecha, Floriana, Wacława i Stanisława, dopełnione na początku XVII w. o św. Kazimierza, usankcjonowane zostało dziełem Missae propriae patronorum et festorum Regni Poloniae (1613). Florian i Wacław w dobie nowożytnej zeszli na dalszy plan, pryncypalnymi natomiast wspomożycielami Rzeczypospolitej pozostali Wojciech, Stanisław i Kazimierz. Zebrani razem reprezentowali najważniejsze ziemie Korony i Litwy, stanowili znak samej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Można więc podejrzewać, że św. Stanisław Kostka znalazł się na "polskim kielichu" zupełnie przypadkowo. Zasadność wniosku wzmacniają ujawnione błędy heraldyczne. Skoro opis herbów był zdawkowy, ponieważ dla zamawiającego wydawały się one oczywiste, to i dyspozycja odnośnie świętych mogła wskazywać jedynie Stanisława. Myślano o biskupie z XII w., zaś obcy artysta wybrał jezuitę z wieku XVI, gdyż właśnie o tym świeżo w 1726r. kanonizowanym i szeroko przez zakon spopularyzowanym świętym Polaku tego imienia słyszał. Wizerunek Kostki nie tylko niczym się nie tłumaczy, lecz wręcz psuje jednolitość treściową dzieła, jaka mogłaby zaistnieć, gdyby zamienić go na Stanisława ze Szczepanowa. Dopiero wówczas staje się czytelna odpowiedniość między poszczególnymi postaciami: przeciwwagę dla pary reprezentującej monarsze rody: Przemyślidów (św. Wacław) i Jagiellonów (św. Kazimierz) stanowi para świętych, którzy odważyli się przeciwstawić bezwzględnej władzy królewskiej w imię wyższych racji (św. Jan Nepomucen - tajemnicy spowiedzi, św. Stanisław Biskup - sprawiedliwego osądu).

Wotum złożone przez Katarzynę Leszczyńską przy praskim ołtarzu-grobie pełniącym rolę palladium, prezentujące program ikonograficzny narodowych patronów i akcentujące równowagę władzy świeckiej i duchownej, nie mogło być wyłącznie wyrazem gorliwej jej pobożności, lecz należy w nim również dopatrywać się szerszego przesłania skierowanego przez "polską królową" w imieniu polskiego narodu do narodu czeskiego.
Dobór świętych podkreślał przede wszystkim bliskość obu nacji. Koncepcje słowianofilskie ze szczególną siłą ujawniły się w Polsce w czasie walk o tron Rzeczypospolitej. Zawiązana w 1733r. Konfederacja Województwa Sandomierskiego na obronę Wiary Świętej Katolickiej, Wolności Narodu Polskiego, Wolnej Elekcji i Dostojeństwa Najjaśniejszego Króla Jegomości Stanisława I wyraźnie formułowała ideę "słowiańskiego narodu społeczności", która "nas na wieki łączy". Rzucono wówczas hasło wzajemnej pomocy i poparcia celem obrony przed zagrożeniem ze strony "potencji niemieckiej" (tj. Austrii, Saksonii, Prus), "która naszą Wolność i Godność dusi", wymieniając "sąsiedzkie sławne narody" - w tym właśnie czeski - "zaszczycające się przedtem wolnościami swoimi", a dziś zmuszonych znosić "włożone niewoli jarzmo". Pominąwszy doraźnie polityczny aspekt wypowiedzi, zawarta w niej idea niezawisłości i zbratania narodów słowiańskich miała przed sobą długą i bogatą przyszłość.

Kontekst w jakim na kielichu pojawił się św. Jan Nepomucen każe uznać, iż intencją ofiarodawczyni wotum było powierzenie mu roli niebiańskiego opiekuna także polskiej nacji. Podobne tendencje do rozszerzania jego patronatu nie były wówczas odosobnione, o czym świadczy choćby hymn napisany na cześć świętego przez chorwackiego poetę Antuna Kanižlića (1766): "On jest chwałą Pragi, czeskiego miasta, a teraz jest naszą chwałą, naszą wielką chwałą: jego czci, jak dar z nieba, nasz brat, naród czeski, naród sławnego języka. Ponieważ razem z nim wywodzimy się z tego samego plemienia słowiańskiego, przeto także nasz język powinien go sławić jako wspaniały czerwony kwiat, wyrosły ze swego korzenia". Gra słów: "slava" i "jezik" sprawiła, że w barokowo wieloznaczny sposób język św. Jana Nepomucena stał się symbolem mowy czeskiej, czeskiego narodu, a wreszcie całej Słowiańszczyzny. To co poetycki hymn wyrażał słowem, złoty kielich sugerował poprzez program ikonograficzny.

Wotum Katarzyny Leszczyńskiej stanowiło też wykładnię postępowania dobrego króla wedle zalecenia Stanisława Leszczyńskiego podanego w Entretien d'un Européen avec un insulaire du royaume de Dumocala: "Monarcha, który potrafił zjednać poszanowanie sąsiednich narodów więcej przez swą rzetelność jak przez potęgę, który przez dobroć i sprawiedliwość pozyskał miłość narodu, monarcha taki łatwo dokona wszystkich przedsięwzięć nie używając żadnych mniej przydatnych tajemnic". W innym z dzieł dopełniał tę myśl stwierdzając: "Cóż łatwiejszego panującemu jak zachęcić i wzbudzić cnoty przez widoczną oznakę szacunku, albo powiedzieć publiczności uprzejme słowo, które przechodząc z ust do ust i w najodleglejszych nawet krainach z rozczuleniem powtarzane będzie". Złoty "polski kielich" miał być właśnie taką, znacznie bardziej niźli "uprzejme słowo" trwałą, "oznaką szacunku" wobec czeskiego narodu.
 

<<   wstecz | dalej >> 


  Źródła>>
^